
Proces odkrywania własnych wartości nie zaczyna się od pytania „co jest dla mnie ważne?”, lecz od czegoś bardziej pierwotnego: czy potrafię zgodzić się na to, kim jestem. W ujęciu egzystencjalnym to nie wartości nadają sens naszemu istnieniu, ale sposób, w jaki jesteśmy obecni wobec siebie i świata. Jeśli ta obecność jest zafałszowana, odkrywanie własnych wartości staje się jedynie rekonstrukcją cudzych oczekiwań. Dlatego pierwszy krok bywa najtrudniejszy – zatrzymać się i uznać własne istnienie takim, jakie jest.
Alfred Längle opisuje pierwszy fundament egzystencji jako zdolność do powiedzenia „tak” swojemu byciu. To zgoda na fakt, że jestem – z całym ciężarem i darem tej obecności. Nie chodzi tu o akceptację w sensie poznawczym, lecz o głęboko przeżywaną zgodę, która obejmuje ciało, emocje i historię życia. Bez niej odkrywanie własnych wartości pozostaje zawieszone w próżni. Jak pisze:
„Człowiek może naprawdę żyć dopiero wtedy, gdy może powiedzieć: dobrze, że jestem.”
Przyjęcie siebie oznacza uznanie swojej biologii, temperamentu, osobowości i niepowtarzalnej konfiguracji doświadczeń. To również zgoda na ograniczenia, które nie poddają się naszej woli, oraz na potencjały, które domagają się realizacji. W praktyce oznacza to porzucenie iluzji, że można stać się kimś „lepszym” poprzez zaprzeczenie temu, kim się jest. Bez tej zgody łatwo wejść w życie, które jest poprawne, lecz nie jest własne.
Zgoda na siebie jako warunek sensu
Często proces ten jest długi i niejednoznaczny. W terapii może trwać latami, ponieważ dotyka głęboko zakorzenionych sposobów unikania siebie. Spotkanie z własną prawdą bywa bolesne, szczególnie gdy odkrywamy, jak wiele decyzji było podporządkowanych oczekiwaniom innych. A jednak bez tego etapu odkrywanie własnych wartości pozostaje powierzchowne i kruche.
Warto w tym miejscu zadać sobie kilka pytań, które nie mają na celu szybkiej odpowiedzi, lecz pogłębienie kontaktu ze sobą:
– Czy potrafię wytrzymać bycie sam na sam ze sobą bez potrzeby natychmiastowej zmiany?
– Które aspekty siebie najchętniej bym odrzucił?
– Czy moje wybory wynikają z wewnętrznego poruszenia czy z potrzeby uznania?
Dopiero na fundamencie tej zgody możliwe staje się autentyczne odkrywanie własnych wartości. W przeciwnym razie wybieramy to, co bezpieczne, nagradzane społecznie lub zgodne z wyobrażeniem o tym, kim „powinniśmy” być. Wtedy wartości stają się strategią przetrwania, a nie wyrazem życia.
Odkrywanie własnych wartości – droga poza siebie
Viktor Frankl z kolei przesuwa akcent z pytania „kim jestem?” na „czemu mogę się oddać?”. Jego zdaniem sens nie jest czymś, co tworzymy wewnętrznie, lecz czymś, co odkrywamy w relacji ze światem. Odkrywanie własnych wartości oznacza więc wychodzenie poza siebie, ku temu, co nas przekracza. To ruch od introspekcji ku zaangażowaniu.
Wartość jest naprawdę nasza wtedy, gdy nas porusza – nie dlatego, że się „opłaca”, lecz dlatego, że nie możemy jej zignorować. Często nie mamy żadnej gwarancji, że jej realizacja przyniesie korzyść. A jednak podejmujemy działanie, jakby było to konieczne. W tym sensie odkrywanie własnych wartości jest ryzykowne, bo wymaga zaufania temu, co niepewne. Jak pisze Frankl:
„Nie powinniśmy pytać o sens życia, lecz raczej uznać, że to życie stawia pytania nam.”
Paradoksalnie, kiedy próbujemy uchwycić sens jako stan, zaczynamy go tracić. Im bardziej staramy się go zatrzymać, tym bardziej wymyka się naszej kontroli. Sens pojawia się bowiem jako efekt uboczny, czyli kiedy zapominamy o nim i angażujemy się w to, co uznajemy za wartościowe. Wtedy odkrywanie własnych wartości przestaje być projektem, a staje się sposobem bycia.
Rozpoznawanie tego, co naprawdę moje
Jak jednak rozpoznać, czy dana wartość jest naprawdę moja? Nie istnieje na to czysto intelektualna metoda. Odkrywanie własnych wartości nie dokonuje się w refleksji oderwanej od życia, lecz w działaniu. Dopiero w kontakcie z rzeczywistością widzimy, co nas ożywia, a co pozostawia obojętnymi.
Można jednak zbliżyć się do tego poprzez pytania:
Czy robiąc to, czuję, że jestem bardziej obecny, czy raczej odgrywam rolę?
Czy byłbym gotów podjąć to działanie, nawet gdyby nikt tego nie zauważył?
Czy po zaangażowaniu czuję zmęczenie pustką, czy zmęczenie, które ma sens?
Czy to mnie pogłębia, czy raczej oddala ode mnie samego?
Istotne jest również to, że odkrywanie własnych wartości wymaga odwagi do eksperymentowania. Nie da się „wymyślić” sensu poprzez analizę czy filozoficzne dywagacje. Sens odsłania się w działaniu, często w sposób nieoczywisty i zaskakujący. Dlatego odkrywanie własnych wartości jest procesem żywym, dynamicznym i nigdy do końca zamkniętym.
Na końcu okazuje się, że nie chodzi o znalezienie jednej, ostatecznej odpowiedzi. Odkrywanie własnych wartości jest raczej ciągłym ruchem – między zgodą na siebie a przekraczaniem siebie. Między byciem a dawaniem. I może właśnie w tym napięciu rodzi się coś, co nazywamy sensem, choć gdy naprawdę żyjemy, przestaje on być najważniejszy.
Autor: Jakub Mikołajczak